
Ok, siedzę już w tym mieście dosyć długo - wystarczająco długo by pamiętać jeszcze przechadzającą się po Kensington Dianę i by móc z całą stanowczością stwierdzić, iż fontanna w Hyde Parku to kijowy pomysł na pamiątkę po niej. W tym czasie miałem możliwość oprowadzania po tym mieście wielu znajomych, z których wielu nie mogło się nadziwić, jaki tu tłok, jak tu wszędzie głośno, jak dużo trzeba się nachodzić, jak ich wyobrażenia (często oparte na naiwnych czytankach z lekcji angielskiego) rozmijają się z rzeczywistością i (tak, takie uwagi też słyszałem) że nie ma nigdzie tych ‘panów w melonikach z parasolką’.
Czas podzielić się wiedzą na temat Londynu w nieco inny niż dotychczas sposób. Od dziś co pewien czas będę publikować zupełnie subiektywne listy rzeczy, których w Londynie warto doświadczyć.
Choć przekornie postanowiłem zacząć od dziesięciu miejsc, których najlepiej w Londynie unikać. Bez względu na to czy jest się turystą czy mieszkańcem. Pewnie jest ich ze sto, ale muszę sobie coś zostawić na ‘volume 2′, prawda? No i pewnie nie wszyscy się z tym zgodzą, ale też o to chodzi. Aha, kolejność na liście jest przypadkowa.

1. Oxford Street - idealne miejsce na: stracenie portfela, rozjechanie się na kebabie (wymiocinach w weekendy), bycie rozjechanym przez autobus, ewentualnie rozdeptanym przez tłum. Ale nie na zakupy, wbrew podręcznikowym czytankom. Alternatywne miejsca: pobliski Carnaby Street oraz High Street Kensington. No i internet, rzecz jasna. Przynajmniej nie śmierdzi cebulą ze smażonych na ulicy hot-dogów z salmonellą.
2. Jakikolwiek Starbucks. Na pierwszy rzut oka jest super - kanapy, miły jazzik, zapach kawy, można poczytać książkę czy gazetę, popatrzeć na ludzi. Może jestem staroświecki, ale bardziej mi odpowiada europejska kawa - mocna, w małej filiżance, za rozsądną cenę. Starbucks to olbrzymie kawy o smaku sików kota, w przeróżnych wariacjach i w cenach nie odpowiadających - moim zdaniem przynajmniej - jakości. Jeszcze 10 lat temu koncept kawy on-the-go był w Londynie niemal nieznany. Teraz Starbucks (choć nie tylko - podobnych barów sieciowych jest mnóstwo) jest praktycznie wszędzie. Taki McDonalds dla ‘koneserów’ kawy.
3. Pałac Buckingham - w owczym pędzie hordy turystów biegną codziennie w stronę Pałacu i… stoją i się gapią i robią zdjęcia. I tyle. Bo ani Pałac jako budynek nie jest zbyt ciekawy, ani Królowa zazwyczaj nie kwapi się do machania z balkonu w dzień powszedni. W weekendy tym bardziej. Zmianę warty lepiej sobie zobaczyć na Whitehall, bo tam przynajmniej można od konia kopytem oberwać. Zawsze to jakaś pamiątka. Bo spod Pałacu zostaną Wam tylko zdjęcia szarego budynku przez kraty z tysiącem innych turystów w tle.
4. Nowy Spitalfields Market - zmniejszający się w zastraszającym tempie kawałek starego Londynu w pobliżu Liverpool Street, o rzut kamieniem od banków londyńskiego City. Kiedyś pełen charakteru targ, ściągający w każdy weekend ciekawych ludzi sprzedających i kupujących stare winyle, byle jakie szpargały, tanie, a dobre jedzenie, biżuterię, itp. Teraz Spitalfields to okrojona, wysterylizowana wersja poprzedniego targu, zmieniona przez deweloperów różnej maści na szklano-aluminiową ‘atrakcję’ dla turystów, z barami sieciowymi, tandetnymi butikami i dogrywającym skrawkiem starego targu.
5. Camden Town market - dobry tylko jak się ma 17 lat, właśnie odkryło się ‘the goth look’, ewentualnie ma się nadzieję, że kupiona tam tania chińska koszulka z napisem Adisad, Amrani, czy Guicci w istocie kogoś przekona, że jesteś cool.
6. Croydon - to taka odległa, bezduszna, beznadziejna dzielnica na południowych krańcach miasta. Turysta może się tam zaplątać jedynie przesiadając się z pociągu w drodze z czy na Gatwick. Bardziej niż do Londynu Sherlocka Holmesa bliżej mu do Dworca Centralnego w Warszawie. Dla mnie też symbol tego, co w Londynie przygnębia - przemocy, niemocy i ignorancji.
7. Leicester Square - każda stolica ma takie miejsce, które w przewodnikach entuzjastycznie opisywane jest jako centrum rozrywki, z tętniącymi życiem barami, najlepszymi klubami i fantastycznym życiem nocnym. W rzeczywistości to nijaki, zatłoczony, zbyt drogi plac z Burger Kingiem, drogimi kinami i ulicznymi aktorami. Nic nowego, nic innego, nic ciekawego. (Jedyną ciekawą rzeczą na Leicester Square są częste światowe premiery hollywodzkich filmów - ale to rzecz jasna kwestia gustu).
8. Trocadero (Piccadilly) - ‘centrum rozrywki’ pomiędzy Leicester Square i Piccaddilly Circus. Czasy świetności ma za sobą. Ponad sto lat temu restauracja, potem sala koncertowa, w latach 90. otwarto tam pierwszego tutaj IMAXa, Segaworld, wszystko tętniło życiem. Teraz jest to raczej przygnębiający szkielet z paroma ‘atrakcjami’, niezbyt ciekawym tłumem i nowym właścicielem, który zastanawia się, jak temu wszystkiemu przywrócić dawną świetność.
9. Lotnisko Heathrow - otwarty niedawno (choć nie bez problemów i wpadek) Terminal 5 da być może nadzieję na to, że koszmarne Terminale 2 i 3 wkrótce znikną z powierzchni ziemi, wraz ze swymi kolejkami, przytłaczającymi halami odpraw, śmierdzącymi wykładzinami w odpornym na brud stalowym kolorze i niemiłymi wspomnieniami przed-bożonarodzeniowych walk o ostatnie miejsce na ostatnim nie odwołanym locie…
10. Pociąg podmiejski o 7.15 z Cambridge na King’s Cross w Londynie - według najnowszych danych Ministerstwa Transportu, jest to najbardziej przeludniony pociąg w całej Wielkiej Brytanii, który standardowo przewozi 76% więcej ludzi niż powinien.
Trochę może negatywnie jak na początek listy, ale obiecuję pokazać także ten ładniejszy, bardziej magiczny Londyn. Niestety, bez ‘panów w melonikach’…
Wkrótce: 10 najlepszych widoków dla fotografów i 10 ciekawych a mało znanych miejsc w Londynie. Oczywiście jakby kto miał sugestie - ukpl [malpa] hotmail [kropka] com
Zobacz także:
Spłonął Cutty Sark
Blogi (i nie tylko) o Londynie
Sahara nad Tamizą
Street Wars w Londynie
Numer czternaście proszę!