Polski emigrant kontra Daily Mail - 1:0. Czyżby?

Zacznę od wyjaśnienia co to jest the Daily Mail. Jest to dziennik brytyjski, który dla wielu liberalnych Brytyjczyków jest symbolem ograniczonego, ksenofobicznego myślenia, gazeta, która hołduje raczej konserwatywnym poglądom, i która bardziej czytana jest ‘na prowincji’ niż w kosmopolitycznym Londynie. To tak z grubsza i może nie do końca obiektywnie.

Ale na tyle obrazowo, by zrozumieć dlaczego jakimś tam osiągnięciem jest opublikowanie na stronie Daily Mail listu stojącego na czele Zjednoczenia Polskiego z siedzibą w Londynie Wiktora Moszczyńskiego, tłumaczącego pozytywny wpływ polskiej emigracji zarobkowej na gospodarkę Wielkiej Brytanii, krytykującego uwłaczające Polakom artykuły w Daily Mail i wzywającego do większego wyczucia w poruszaniu kwestii najnowszej polskiej emigracji w UK.

Publikacja listu jest wynikiem ugody zawartej pomiędzy ZP i Daily Mail za pośrednictwem PCC (Komisji Skarg Prasowych), do której Moszczyński złożył zażalenie w związku z publikacjami gazety.

Dziennik tłumaczy, że nigdy nie miał zamiaru obrażać Polaków, że ZP nadinterpretuje jej zwyczajowo dosadne tytuły i styl pisania. ZP odpowiada, że nie chce, by prasa napędzała swymi artykułami nienawiść wobec polskich emigrantów. No i jest OK, sprawa wydaje się zamknięta.

Ale pan Moszczyński zabrał się teraz za Timesa. A właściwie za jego publicystę i krytyka, Gilesa Corena. I tu już mam problem. Bo mimo, iż widzę, co mogło zaboleć, to jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Moszczyński - czy ZP - nie do końca jarzy Corena. Co gorsza popełnia błędy, które podważają jego wiarygodność.

Giles Coren napisał pod koniec lipca o pogrzebie swego wuja, który był synem polskiego Żyda. Przy okazji nawsadzał Polakom za niezamknięte kwestie udziału w Holokauście, a najnowszej emigracji, która wraca do Polski, bo boom w budownictwie na Wyspach się skończył, powiedział by spadała do domu. I był tu raczej powściągliwy. Gdyby pan Moszczyński czytał więcej Corena, to wiedziałby, że generalnie opluwa wszystkich i wszystko. Bez wyjątku. Swoich fanów na Twitterze wyzywa od najgorszych, innym recenzentom mówi, żeby się pierdolili, korektorom Timesa publicznie wymyśla, że nie znają się na tym, co robią. Taki ma styl. Taki też urok wolnej prasy.

Przejrzałem jak PAP - a za nim Wprost, Onet, Dziennik Polski, portal Moja Wyspa i parę innych - opisał tę sprawę. Słowem nie wspomniano o polskich, żydowskich korzeniach Corena. Nie próbowano wytłumaczyć, co tak naprawdę napisał i w jakim kontekście. Zacytowano natomiast list ZP do PCC:

“Tezy autora podżegają do nienawiści, oparte są na nieskrywanych uprzedzeniach i ignorancji (…) Artykuł jest wyrazem skrajnej postaci polonofobii, czyli jawnej nienawiści wobec Polaków”

Co gorsza - i tu zarówno ZP jak i kretyński PAP tracą zupełnie wiarygodność - nieudolnie przetłumaczono część felietonu Corena. Cytat z PAP:

Zjednoczenie protestuje przeciwko użyciu przez autora tekstu pejoratywnego wobec Polaków słowa “Polack”, dawaniu do zrozumienia, iż “zbrodnie Radovana Karadżicia na Bałkanach muszą być Polakom bliskie” (…)

Nie. Coren napisał, że widział materiał o pojmaniu Karadzicia i o zbrodniach, do których podżegał “tak niedawno, tak blisko Polski”.

Brawo ZP, brawo PAP. Nagle walka ZP z brytyjską prasą ma dla mnie zupełnie inny oddźwięk.

7.08 POST SCRIPTUM: Dziś pan Moszczyński produkował się w telewizji GMTV. Elokwentny, przekonujący, bez żadnych wypaczeń w jedną czy drugą stronę, z gładkim akcentem osoby, która w Londynie spędziła całe życie. Tym bardziej nie potrafię zrozumieć, jak mógł dopuścić do takiej gafy.

  • Wykop
  • Gwar
  • Google
  • del.icio.us
  • Facebook
  • TwitThis

Dodaj komentarz

Twój email nidgy nie jest publikowany lub wykorzystywany do celów komercyjnych. Pola wymagane oznaczone są gwiazdką *

*
*