Narzekałem ostatnio na brak czasu na blogowanie, ale w ostatnich miesiącach nie brakowało mi czasu na oglądanie telewizji późnymi wieczorami…. OK, nie zawsze ‘live’, ale niektóre rzeczy lepiej się ogląda z kilkutygodniowym opóźnieniem. Niektóre są tak ponadczasowe, że nawet kilkumiesięczne opóźnienie nie ma znaczenia.
Takim programem na pewno jest amerykański serial Mad Men. Wciśnięty gdzieś w późnowieczorną ramówkę BBC4 serial o początkach wielkich agencji reklamowych skupionych na Madison Avenue (stąd tytuł) w Nowym Jorku we wczesnych latach 60. nigdy nie był kandydatem do wielkiego hitu na jakimś populistycznym kanale, nigdy też - w odróżnieniu od Lost czy Heroes - nie otrzymał wielkiej promocji, ale może dlatego był o tyle smaczniejszy.
Taki serial jak Mad Men jest w 2008 roku – kiedy wszechobecna poprawność polityczna często staje się karykaturą samej siebie, kiedy niedawne nawyki, nawet tak banalne jak palenie tytoniu w miejscach pracy, wydają nam się niemal niezrozumiałe – bardzo odświeżający.
W czasach, gdy reklama przestaje być odróżnialna od inych treści z nostalgią ogląda się serial, który pokazuje, jak – zaledwie kilka dekad wcześniej – dopiero próbowano zrozumieć co to jest reklama przez duże R i starano się wynieść ją poza oczywisty poziom łopatologii (‘wow, super, kup już teraz’). Z nostalgią ogląda się też czasy, gdy biura były pełne maszyn do pisania, dymu papierosowego, a o telefonie komórkowym nikt jeszcze nie słyszał.
Nostalgia – tak jak i reklama – to tylko jeden (choć dominujący) aspekt tego serialu. Drugim na pewno jest całe podłoże socjologiczne Mad Men – od stosunków kobieta-mężczyzna po karierowiczostwo. No i subtelność z jaką ten serial został nakręcony – brak tu efektów specjalnych, nie ma zawrotnego tempa, ale Mad Men oczarowuje wysublimowanym dialogiem, wystudiowanymi ujęciami i niesamowitą dbałością o szczegóły.
Jeżeli nie widzieliście, a będzie okazja, polecam. Mnie jeszcze zostało chyba ze sześć odcinków, więc znikam.







3 Komentarze
Można powiedzieć, że odniosłem identyczne wrażenie. Man Men wywoływał u mnie wyimaginowaną tęsknotę do połowy zeszłego stulecia. Mieszanka, wysmakowanej estetyki i historii… resztę już ująłeś bardzo trafnie.
dziwny przykład podałeś. LOST? kto to ogląda? a kto z tych którzy ogladają, jest w stanie opowiedzieć o czym to jest?
puste opakowanie, ładny papier, kupa kokardek, a w środku cegła (bardzo ciężka).
niestety nie widziałem serialu o którym piszesz, ale znając twoją umiejętność barwnego opowiadania, boję się go zobaczyć.
@uncle No widzisz, to chyba roznice kulturowe. W UK Lost i wiele innych seriali - moze dlatego, ze nie sa czytane jednym glosem przez pana Rosolowskiego - odbieranych jest w nieco inny sposob. Ale to inny temat. Co do Mad Men to akurat sie mylisz - na pewno bys sie nie zawiodl.