Apple ogłosiło dziś w Londynie, że od 9 listopada będzie w Wielkiej Brytanii sprzedawać iPhone’a. Wyłącznym dystrybutorem będzie narazie sieć O2, która za każdego iPhona będzie liczyła sobie 269 funtów. A najtańsza taryfa iPhone’owa będzie kosztowała 35 funtów. (Dla porównania, ‘dobre’ taryfy zazwyczaj nie przekraczają 20 funtów).
Mimo, że nie jestem fanem, znalazłem się dziś na konferencji prasowej ze Stevem Jobsem w sklepie Apple’a na Regent Street. I nie żałuję. Choć iPhone’a nie kupię.
Nadal mam zastrzeżenia do wielu produktów Apple’a (tak wiem, jestem odmieńcem – ale wyjaśniam dlaczego poniżej), ale nie da się ukryć, że iPhone to w istocie wielki technologiczny krok naprzód. Ale skok w raczej rozwalających się trampkach, przeto niezbyt daleki.
iPhone dla każdego kto ma iPoda nie będzie niczym nowym jeżeli chodzi o wielkość i wagę. Ale nie to tu najważniejsze. iPhone jest pierwszym telefonem, który nie ma klawiszy. Wszystko – od wybierania numeru, poprzez pisanie smsów czy emaili, po przeglądanie zdjęć, czy wybieranie muzyki – odbywa się poprzez dotknięcie ekranu.
iPhone ma nawet ‘wirtualną’ klawiaturę QWERTY, która mimo niemal mikroskopijnych rozmiarów nie sprawiła mi kłopotów przy pisaniu maila moimi wielkimi paluchami.
To wszystko Apple sprawnie wykorzystuje do promowania swego produktu od wielu miesięcy.
Nie napiszę tu zatem niczego, czego byście o iPhonie nie przeczytali już dawno temu gdzie indziej – można przy jego pomocy oglądać filmy na YouTube, przeglądać mapy, wyszukiwać na nich co tylko chcemy, można słuchać muzyki, przechowywać i oglądać zdjęcia, można także – to nowa aplikacja, o której Steve Jobs (w tradycyjnym czarnym golfiku i spranych jeansach) dziś mówił w Londynie – kupować muzykę prosto z iTunes.
iPhone jest na tyle inteligentny, że wie, jak trzymamy telefon, więc ‘obraca’ czy dostosowuje oglądane zdjęcia czy strony internetowe do położenia aparatu. (Trochę dziwnie słowo ‘aparat’ brzmi w kontekście iPhone’a, bo jakoś najmniej kojarzy mi się on z tym, do czego został stworzony – wykonywaniem rozmów telefonicznych.)
Ale nadal nie mogę się oprzeć wrażeniu, że – jak wiele produktów Apple’a – iPhone to błyszcząca zabawka, która zachwyci masy (vide czerwcowa esktaza za Oceanem), ale tak naprawdę poza brakiem klawiszy i nawigacją na dotyk, nie oferuje tak dramatycznie nowych możliwości.
Czego mi zatem brakuje?
- iPhone nie ma możliwości korzystania z szybkich połączeń 3G. Czasami Wi-Fi nie wystarcza, 3G jest bardziej dostępne, ale nie dla iPhone’owców.
- Grzebanie po iTunes jest, z tego co zauważyłem, ograniczone do kilkunastu kategorii, nie ma na przykład podcastów.
- Jak na ‘bliźniaka’ iPoda, ma niewielką pojemność 8 Gb.
- Podobnie jak iPod nie ma radia, które jest standardem w wielu komórkach i odtwarzaczach mp3 (ja na przykład radia słucham na okrągło, dlatego nie kupiłem nigdy iPoda, tylko Creative Zen).
- Jak na tak zaawansowany telefon, możliwość robienia zdjęć aparatem o rozdzielczości 2 megapikseli to raczej obciach w 2007 roku.
OK, można się czepiać, że wiele innych telefonów i odtwarzaczy mp3 ma braki i nie grzeszy urodą. Tak, to prawda.
Ale też nikt za te aparaty nie chce ode mnie fortuny. I nie próbuje mi wmówić, że biorę udział w technologicznej rewolucji.









5 Komentarze
Jedna super poważna wada to brak możliwości zastosowania w biznesie: kalendarz słaby, brak logicznych zadań (tasks), aplikacje biurowe są, ale chyba głownie po to, by można o tym w folderze napisać. Brak klawiatury można zboleć (wszak większość PDA z WinMobile jej nie ma).
Mam wrażenie, że iPhone to błąd w strategii. Stworzono niebywale drogi telefon, który przez wzgląd na swoje możliwości (no, może poza fajnym wyświetlaniem giełdy…) adresowany jest do nastolatków. Ale… nastolatki od lat już wybierają telefony Sony Ericsson z walkmanem, radiem, dobrym wyświetlaczem i o wiele mniejsze. I mogą sobie w nich dzwonki zmieniać. I mogą je bardzo personalizować. I mają taniutkie taryfy…
Nie wyobrażam sobie, bym mógł zamiast mojego HTC P4350 użyać w pracy iPhona. Owszem - jest śliczny i filmiki promocyjne pokazujące palcwą obsługę robią wrażenie, ale jednak jego poważne braki są… poważne.
A ja osobiście nie rozumiem tego boomu na iphone’y za oceanem. Nie ma klawiatury i ma dotykowy ekran, ale czy jest na tyle dobry, by zdetronizować produkty np. Nokii na rynku telefonów komórkowych w najbliższym czasie? Nie sądzę. Poza tym zgadzam się, że targetem Apple’a są głównie nastolatkowie, pokolenie gadżeciarzy.
ps. nie zamieniłbym mojej Nokii E50 na żadnego ‘ajjfona’, never ever! :>
a ja sobie chwalę swoją Nokię 2600
Wypasionymi, wielofunkcyjnymi fonami zainteresuję się tylko wtedy, gdy będą wyposażone w chłodziarkę na 5 piw i mikrofalówkę na małą pizzę. Jeśli ta chłodziarka i kuchenka nie będą tak marnej jakości, jak dzisiejsze pseudo cyfrówki w telefonach, to chętnie kupię. Póki co do muzyki mp4 player, do zdjęć i filmików aparat, a do gry konsola. To moje zdanie
Tak, jestem antygadżetowy 
iphone ma wady. ipod tez je mial. podobnie maki. z daleka wygladaja na gadzety, zabawki dla snobow itp. ale gdy czlowiek ich troche pouzywa zwykle szybko i radykalnie zmienia zdanie. pisze na temat fenomenu apple od dawna i wiele razy slyszalem ze jestem sekciarzem. zawsze od anonimow w usenecie i _nigdy_ od ludzi ktorzy idac za moja rada zdecydowali sie na apple. ale trzeba troche wysilku - bo to nie jest “lepsze windows” czy “lepsza nokia”. te urzadzenia sa INNE. powaznie. dzialaja inaczej - sa przemyslane nie tylko pod wzgledem co mozna z nimi zrobic ale takze JAK to zrobic najlwygodniej. ipodowe kolko pokazuje to o czym pisze doskonale. a wracajac do powyzszych zarzutow - aparat w iphone to zabawka, tak jak kazdy aparat fotograficzny wbudowany w komorke. wbudowywanie w to 7mpix to jest dopiero obciach. tak owszem 3G jest super ale niestety zabija baterie w telefonie w 3h. z dwojga zlego wole juz powolny internet w kieszeni dostepny wtedy kiedy go potrzebuje niz smycz dlugosci kabla od ladowarki. itunes wifi store ma zaledwie tydzien - rozrosnie sie z czasem. tak jak pojemnosc iphonow. pewnie przed swietami beda juz dostepne modele 16GB. ipod touch nie jest bliziniakiem iphone tylko wyraznie mlodszym braciszkiem. to ze nie ma radia to juz pazernosc producenta - taki model biznesowy. my robimy ipody a wy peryferia. jak widac to byl marketingowy strzal w dziesiatke. do ipoda mozna kupic mnostwo dodatkow (calkiem dziwnych czasami - typu lozko z dockiem czy meble kuchenne) a do innych odtwarzaczy nie. mozna sie wkurzac ze za rado chca kolejnych 30$ ale trudno im odmowic prawa do takiego “naciagania” klientow. przeciez oni to kochaja!
Ajfon to gówno niesamowite…
One Trackback
[...] iPhone - moje pierwsze spotkanie [...]