Wygląda na to, że serwisy społecznościowe przechodzą kolejną mutację, a to za sprawą sensacyjnego rozwoju serwisu Facebook. Zanim o LinkedIn, trochę o samym Facebooku.
To trochę jak MySpace, tyle, że jeszcze do niedawna – gdy MySpace był najbardziej cool i lgnęły do niego wszystkie zbuntowane nastolatki, niewypromowane zespoły i wiecznie skacowani rockmeni – Facebook był dostępny jedynie dla wybranej, a raczej wąskiej grupy użytkowników.
Założyciel Facebook, Mark Zuckerberg, tworząc tę stronę chciał pomóc tym, którzy - jak on - zaczynali studia na Harvardzie, odnaleźć swe miejsce na kampusie i poznać innych studentów. By założyć profil należało jeszcze do jesieni mieć konto akademickie i być studentem Harvardu czy Yale. Potem Zuckerberg postanowił otworzyć stronę dla wszystkich i w tej chwili do Facebooka dochodzi około stu tysięcy nowych użytkowników dziennie.
Skala tego zjawiska w Wielkiej Brytanii w ostatnich kilku tygodniach jest zdumiewająca. Gdy w redakcji zapytałem kto ma profil na Fecbooku byłem jedynym, który go nie miał (ja nie mam czasu się podrapać, czy pisywać regularnie i sensownie na tym blogu, a co dopiero zaglądać komuś do życia na Facebooku, ale może się powinienem do Facebooka przekonać). The Guardian i The Observer tylko w minionym tygodniu wypłodziły łącznie co najmniej 5 artykułów fenomenowi Facebooka poświęconych. Gwiazdy telewizji, rodzina królewska, politycy wysokiego kalibru i panienki z magazynów plotkarskich – wszyscy jak się okazuje mają profil na Facebooku.
Czym zatem jest Facebook? Jak wspomniałem, to trochę jak MySpace – zdjęcie, imię, opis, kontakt, zainteresowania i parę dodatków. Tyle. Facebook jednak – i to chyba jest jego najważniejszą cechą – informuje wszystkich o tym, co właśnie zrobiliśmy, którą część profilu zaktualizowaliśmy, do jakiej grupy dołączyliśmy, ilu mamy przyjaciół, kim są i kim są ich przyjaciele i przyjaciele tych przyjaciół. Stąd właśnie szczególne uwielbienie dla Facebooka wśród osobowości medialnych i artystów.
Ale swą popularność Facebook zawdzięcza także otwarciu się na zewnętrzne aplikacje i umożliwieniu deweloperom tworzenia widgetów i czegokolwiek, co może wzbogacić tzw user-experience. Stąd na Facebooku można podłączyć swój Twitter, można wrzucać zdjęcia z Flickr, slajdy ze Slide, śledzić ruchy na giełdzie dzięki Forbes, słuchać muzy z Last.fm, chawlić się zakładkami z del.icio.us, dodawać mapy itd itp.
I tu dochodzę do tego, o czym wspomniałem na samym początku. LinkedIn, inny znany serwis społecznościowy, bardziej nastawiony na tworzenie znajomości zawodowo-biznesowych czy szukanie pracy, chce rzekomo także otworzyć się na deweloperów i wprowadzić dziesiątki nowych aplikacji. Ciekawy, choć nieco stronniczy wpis na ten temat znalazłem na ‘nieoficjalnym blogu Facebooka’, allfacebook. Nick O’Neill napisał:
“LinkedIn nadal rośnie (180.000 nowych użytkowników dziennie dochodzi do liczącej już 11 milionów osób bazy) ale będzie musiał podjąć natychmiastowe działanie, by zachować swój status lidera biznesowych serwisów społecznościowych.”
Coś w tym pewnie jest, choć z drugiej strony już teraz widać, że nie wszystkim ten nowy, otwarty na wszystko i wszystkich Facebook się podoba. Blog CrunchGear narzeka, że za dużo tam ozdóbek i niepotrzebnych aplikacji.
Taka już chyba natura tych serwisów. MySpace jeszcze chwilę temu wydawał się absolutnym ‘potentatem’, potem pojawił się serwis Bebo, a teraz niepohamowany rozwój Facebooka zagraża im wszystkim. Ale może właśnie w nich leż przyszłość? Może integracja absolutnie wszystkiego w jedna aplikację, która pozwoli nam na prowadzenie ‘życia towarzyskiego’ w necie, odbieranie maili, szukanie pracy, czytanie wiadomości i słuchanie muzyki to nieunikniona przyszłość? Może.
Na wszelki wypadek idę sobie założyć profil na Facebooku, żeby mnie w redakcji nie wytykali….
Zobacz także:







5 Komentarze
1.) Popraw sobie linki bo nie dzialaja :), chodzi o linki Facebook, LinkedIn i MySpace
2.) Racja jesli chodzi o facebooka, uwazam ze ludzi wlasnie jara to ze moga stac sie deweloperami, dolaczac sobie widgety, to juz tak jakby kolejny kroczek w web 2.0 takie web 2.5 :). Dotychczas serwisy web 2.0 oferowaly jedynie ograniczona ilosc mozliwosci, a teraz w zasadzie ograniczeniem jest tylko wyobraznia.
Danny, dzięki, linki poprawiłem
Najgorsze jest to, że w Polsce zainteresowanie Facebookiem jest na razie małe. Sytuacja jednak może się zmienić na lepsze, ponieważ na polskich portalach pojawiają się pierwsze wiadomości mówiące o fenomenie Facebooka (tak jak dzisiejszy artykuł na Gazeta.pl).
Co do API Facebooka, to daje ono ponoć niesamowite możliwości. Jakiś czas temu napisałem post o pierwszej polskiej aplikacji wykorzystującej API Facebooka - FriendFeedMe. Jeżeli jesteś zainteresowany to zapraszam na mojego bloga (adres podałem w rubryce wyżej; tytuł posta: O Blipie i FriendsFeedMe).
Pozdrawiam
Facebook przekonał mnie do siebie a)przejrzystym wyglądem; b) łatwą obsługą. Niedawno- w związku z kończeniem studiów- postanowiłem założyć w tym serwisie grupę naszego roku- jesteśmy zadowoleni :].
Eksplozja popularności nastąpiła nieco po tym wydarzeniu i wydaje mi się, że ma coś wspólnego z prostotą tego wszystkiego.
Jaku, zainteresowanie małe, bo i Facebook nastawiony jest na razie bardziej na publiczność angielskojęzyczną. Pewnie z czasem pojawi się albo polski klon Facebooka, albo jego polska wersja.
Bratbud, Facebook w istocie jest prosty, ale tez wystarczająco wysublimowany, to prawda. Co chyba odróżnia go od LinkedIn i MySpace to możliwość ustawienia osobnych preferencji dotyczących prywatności dla rożnych użytkowników i to chyba mnie do niego przekona.
2 Trackbacks
Fenomen Facebooka - czy teraz LinkedIn bedzie jak Facebook?
Wszyscy nagle kochają Facebooka. Dlaczego? Czy MySpace umiera? I czy LinkedIn będzie następnym wielkim serwisem społecznościowym?
[...] Wczoraj pisałem trochę o Facebooku, a tu dziś pani socjolog amerykańska Danah Boyd opublikowała swą pracę, którą od razu wszyscy cytowali. [...]