Czyżby jakiś maturzysta odbywał praktyki w GW?
-
Ostatnie wpisy
Komentarze
- metal roofing new york: you have an ideal blog right here! would you like to make some invite posts on my weblog?
- data recovery boston: Nice post. I learn something more challenging on different blogs everyday. Thanks for sharing.
- paving contractors lancaster: Thanks for the great info.
- lancaster auto body: Oh my goodness! an amazing article. Thank you!
- miveinons: I would like to thank You for being the member of this forum. Please allow me to have the opportunity to...
- LifsesopZep: ciaza
- majka: To nie jest Victoria..;P
- konferansjer cena: I told her of my youraa and pungent and asked for her help.
Archiwa
- marzec 2009
- styczeń 2009
- październik 2008
- wrzesień 2008
- sierpień 2008
- lipiec 2008
- czerwiec 2008
- maj 2008
- marzec 2008
- luty 2008
- styczeń 2008
- grudzień 2007
- listopad 2007
- październik 2007
- wrzesień 2007
- sierpień 2007
- lipiec 2007
- czerwiec 2007
- maj 2007
- kwiecień 2007
- marzec 2007
- luty 2007
- styczeń 2007
- grudzień 2006
- listopad 2006
- październik 2006
- wrzesień 2006
- sierpień 2006
- lipiec 2006
- czerwiec 2006
- maj 2006
- kwiecień 2006







3 Komentarze
A cóż robi polski dziennikarz w Wielkiej Brytanii, oprócz tego, że obserwuje z bezpiecznej odległości polski kocioł z politycznym bigosem?
Takie wpadki w prasie są żałosne, ale pewnie to efekt pozbycia się korekt i zawierzenia umiejętnościom często niedouczonych redaktorów.
Sam miałem przed laty przygodę redakcyjną - choć jestem architektem to parę lat przepracowałem jako dziennikarz a precyzyjniej pisząc, jako redaktor. Zawsze duzo rysowałem i to pewnie mnie doprowadziło do prasy i stałem się redaktorem graficznym, choć okazało się, że głównie makietowałem teksty na strony, stąd konieczność ich skracania a więc redagowania. Był to koniec czcionki metalowej, linotypów, szczotek, choć się na to wszystko załapałem. Byłem więc świadkiem całej rewolucji informatycznej w prasie, DTP, składowi komputerowemu przyglądałem się zza ramion detepowców… Stop! Ale się rozpędziłem…
Przed każdym dziennikarzem wyrósł komputer i siecią posyłało się artykuły do korekty ale bardzo szybko szefowie uznali, ze to za drogo i kazali każdemu dziennikarzowi być własnym korektorem. No i się zaczęło! I tak do dziś bywa.
Może jednak najlepsze redakcje mają jeszcze jakieś czujki korektorskie?
No tak, cos w tym jest. Choc musze zaznaczyc, ze brytyjskiej prasie, czy dziennikom internetowym tez sie zdarza, ja na blogu tez miewalem jakies byki…
No ale tak, blog pisany w pospiechu to jednak NIE to samo, co mniej czy bardziej powazny dziennik ogolnokrajowy.
Choc moj poprzedni pracodawca, BBC, uznawany za wzorzec czego sie da, w tym poprawnosci stylistycznej i dbalosci o fakty, trabil kiedys na stronie BBC News w duzym artykule o ’stolicy Wegier, Bukareszcie’….
Zdarza sie kazdemu.
Jotesz, jesli chodzi o krekte, to GW jest jedną z niewielu gazet w tym kraju, gdzie ona naprawde działa i jest…upierdliwa. Domyslam się skąd wziął sie taki błąd: po prostu ktoś zmieniał tytuł już na stronie…po korekcie. Niestety trafiło na dyslektyka, nieuka, zmeczonego praca etc.
w GW wygladała tak:
To ze błędy się zdarzają to po prostu ludzkie. Że się zdarzają w tytułach - bo tak naprawde to jest powazna dyskwalifikacja - to tego nie rozumiem, ale wiem, ze zdarza się wszystkim.
Kilka lat temu proces eliminacji błedów czyli korekta
1. Autor miał obowiązek dostarczyć tekst bez błędów
2. tekst czytał redaktor i poprowiał błędy - jesli były.
3. Tekst szedł do korekty (w formie pliku)
4. Po korekcie, redaktor z łamaczem łamali kolumne.
5. redaktor robił korekte na papierze
6. kolumna na papierze szła do korekty
7. nanoszono poprawki, eliminowano błędy - wydruk na “czysto”
8. Redaktor przed ostatecznym zaakceptowaniem kolumny miał obowiązek jeszcze raz ją przejrzec.
No i zdarzały się błedy
Ja generalnie nie robiłem błedów…dopóki nie zacząłem uzywać komputera. Teraz - ale właściwie tylko podczas pracy z komputerem zdarzają mi się błędy. Pisząc na papierze, prawie nigdy. Ciekawe, nie?