Minął rok


‘Dzień dobry, podobno w Londynie wybuchła bomba, może Pan to potwierdzić?’

Był 7 lipca 2005 roku. Około 9.30 rano jechałem pociągiem do pracy w centrum Londynu. Po drugiej stronie słuchawki lekko spanikowany dziennikarz jednej z redakcji próbował ode mnie wyciągnąć szczegóły zdarzenia, których przez co najmniej kilkanaście kolejnych godzin nikomu tak naprawdę nie uda się jeszcze precyzyjnie ustalić.

‘Bomba? Proszę Pana nic mi o tym nie wiadomo, może wybuchła, ale ja jadę w tej chwili pociągiem do pracy i nie wiem jeszcze co się stało’ – powiedziałem.
‘Zetka podała, że to bomba.’ ‘Ja Panu tego nie powiem, bo tego nie wiem, mogę Panu powiedzieć tylko to co słyszę w tej chwili w radiu, a radio mówi o zamknięciu systemu metra z powodu przeciążenia sieci elektrycznej’ – powiedziałem. Tyle wtedy wiedziałem. Bo tyle mówiła komercyjna stacja Capital FM, która co kilka minut podawała informacje z metra o zamknięciu kolejnych stacji, a której słuchałem przez radio w komórce.

Capital FM grała jeszcze swoją typową mieszankę hitów z TOP40, choć wiedziała, że coś wielkiego mogło się wydarzyć tego dnia, bo utwory były raczej stonowane, mniej było dżingli. Inne stacje nie przerywały programu, wszystko było na razie jak co dzień, więc postanowiłem słuchać dalej Capital FM.

‘Jedzie Pan pociągiem!? Widzi Pan coś?’ – próbował wyciągnąć ze mnie zdesperowany dziennikarz. ‘Nie, proszę pana, ja dopiero dojeżdżam do centrum’.

Spojrzałem na innych ludzi w wagonie. Każdy albo rozmawiał przez telefon, albo właśnie po niego sięgał, by odpowiedzieć na – jak się domyślałem po odpowiedziach – na pytanie w stylu ‘czy wszystko z Tobą w porządku?’

‘Czy wszystko z Tobą w porządku?’ – zapytał ktoś z moich znajomych, który właśnie i do mnie zadzwonił. Pociąg zbliżał się do centrum, wiedziałem, że coś się dzieje, nie wiedziałem jeszcze, że będzie to bardzo długi dzień i ostatnia tego dnia rozmowa przez komórkę. Już po chwili telefony nie działały, może z przeciążenia sieci, może z innych względów, nie miałem pojęcia.

Kolejki do telefonu

Wiedziałem tylko jedno. Jestem w centrum Londynu, na Strandzie, obok Trafalgar Square, gdzie dzień wcześniej z dziesiątkami tysięcy ludzi obserwowałem radość z przyznania Londynowi praw do organizacji Igrzysk w 2012 roku, ale nie jest to ten sam Londyn.

Tam gdzie dzień wcześniej stały rozradowane tłumy, teraz pędziły karetki na sygnale. Nie jedna, nie dwie, cały sznur. Podczas gdy dzień wcześniej wszyscy robili zdjęcia przy pomocy aparatów w komórkach, teraz wszyscy stali w kolejce do zazwyczaj pustych i czerwonych budek telefonicznych, nie wierząc w to, że ich drogie Blackberry i tanie Nokie czy Samsungi stały się bezużyteczne.

Niedowierzanie to chyba pierwsze uczucie, jakie towarzyszyło ludziom na ulicach. I strach. Ale przede wszystkim niedowierzanie. Każdy próbował wyczytać na twarzach innych, co się stało, co inni myślą, co wiedzą, co jest grane? Zazwyczaj Brytyjczycy nie patrzą na siebie tak często, tego dnia pamiętam, czułem się jakbym miał na czole ekran z najnowszymi wiadomościami. Ale ja też spoglądałem na innych w nadziei, że coś uda mi się zrozumieć.

Było niedowierzanie, był strach, czy raczej niepewność. Nie było zaś paniki.

Niedowierzanie i strach prze długi czas towarzyszyły i mnie i setkom tysięcy ludzi, którzy w tym mieście żyją i pracują. Strach tym większy, że nikt przez długi czas nie wiedział, co się stało, jak to wyglądało, kto przeżył, kto zginął.

Relacja z piekła

Wkrótce jednak media zaczęły pokazywać materiały z miejsc zdarzeń. Nie te nakręcone przez profesjonalistów z Reutersa, czy BBC. Nie te o wysokiej jakości, czystym dźwięku i idealnym skadrowaniu.

Takie z komórki, nakręcone przez przerażonych, zakrwawionych pasażerów, chcących – z takich czy innych względów - udokumentować ten chaos nie mającymi w tej chwili innego zastosowania telefonami komórkowymi.


Zdjęcie: Adam Stacey; źródło: bbc.co.uk

To dzięki nim niewyobrażalne stało się niemal namacalne. To dzięki tym zdjęciom i filmom wiemy, jak wyglądało piekło w tunelach pod ziemią.

Odbiorcy kreują

Trudno pisać w kontekście tej tragedii – i dzisiejszej jej rocznicy – o rewolucji medialnej, której istnienie wiele osób nadal kwestionuje.

Jedno jest pewne. Ten dzień – nie tylko w Londynie, czy Wielkiej Brytanii – zmienił wiele. Dla niektórych pod względem politycznym, dla innych może religijnym, czy społecznym. Ale także pod względem medialnym.

Media zawsze czerpały z tego, co tworzyli odbiorcy – czy to kupując od nich do tabloidów zdjęcia gwiazd, zrobione przypadkowo na wakacjach, czy pokazując w telewizji filmy wideo nakręcone domową kamerą. Ale teraz oficjalnie traktują odbiorców jako dostarczycieli materiału – wystarczy tylko spojrzeć na pasek u dołu ekranu na stacjach takich jak Sky News, czy BBC24. Tam co chwilę pojawia się adres czy numer, pod które można przesyłać zdjęcia, filmy, nagrania.

I tak już pewnie pozostanie.

A Londyn? Dziś żyje obchodami rocznicy zamachów, jutro wróci do normalnego rytmu. To miasto szybko staje na nogi.

  • Wykop
  • Gwar
  • Google
  • del.icio.us
  • Facebook
  • TwitThis

Dodaj komentarz

Twój email nidgy nie jest publikowany lub wykorzystywany do celów komercyjnych. Pola wymagane oznaczone są gwiazdką *

*
*