Chciałem napisać coś o telewizji, ale chyba wyszła mi bardziej obserwacja socjologiczna….

Trzydziestosiedmioletni Colin objada się kebabami, prawie nie je świeżych warzyw i owoców, wlewa w siebie litry alkoholu, nie rusza się, jeździ samochodem i od paru miesięcy ponownie mieszka z rodzicami. Jak tak dalej pójdzie, to będzie miał zawał jeszcze przed pięćdziesiątką. Taki czarny scenariusz snują przed nim prezenterzy programu ‘How to live longer?’ (‘Jak żyć dłużej?’), nowej serii pokazywanej niedawno co rano w BBC1.Prezenterzy ci – sami będący okazami nieskazitelnej urody i wiecznej młodości – tak naprawdę są dietetykami i specjalistami od starzenia. I przygotowują dla Colina specjalna dietę, zestaw ćwiczeń oraz listę nakazów i zakazów. Wszystko po to, by uchronić go przed zgubnymi następstwami dotychczasowego stylu życia i zredukować wyliczony na początku programu wiek biologiczny Colina – 47 lat – do poziomu, który nie odbiega aż tak bardzo od jego rzeczywistego wieku.
Niby nic nowego, bo tego typu programy poradnikowe zapełniają przecież ramówki niejednej stacji telewizyjnej. Prawda. Jednak w Wielkiej Brytanii popularność tego typu audycji w ostatnich czasach jest na tyle duża, że wiele z nich znalazło trwałe miejsce w tzw. prime time’ie, czyli w porze największej wieczornej oglądalności. Teraz mają one jednak jeszcze jedno oblicze.
Tłuste lata, tłuste jedzenie
Jeszcze kilka lat temu brytyjską telewizję dominowały programy – często pokazywane także w niektórych polskich kanałach – radzące w prosty sposób, jak zmienić swój wygląd, czy jak ugotować szybko ciekawą potrawę. Potem Wielką Brytanię ogarnął boom mieszkaniowy. Pod koniec lat 90. i na początku nowego milenium ceny nieruchomości rosły w tempie nawet kilkudziesięciu procent rocznie. Wiele osób – często poprzez sprzedaż czy nawet zwykle przekredytowanie własnego lokum – doszło do dużych pieniędzy, które trzeba było gdzieś ulokować. I tu z pomocą przyszła telewizja, która w krótkim czasie zapełniła się programami poradnikowymi, głownie koncentrującymi się na maksymalizacji zysku ze sprzedaży mieszkań i domów. Praktycznie każdy kanał telewizyjny w porze największej oglądalności nadawał jakiś program ukazujący jak wyremontować, korzystnie sprzedać i kupić nieruchomości.
Potem, mniej więcej od 2002 roku coraz częściej mówiło się o możliwości załamania się rynku nieruchomości, więc telewizje szybko zareagowały programami tłumaczącymi, jak radzić sobie z finansami. Jednocześnie prasa i rząd brytyjski coraz częściej wyrażały zaniepokojenie rosnącą liczbą osób otyłych, w szczególności dzieci, a także cierpiących na nadciśnienie, choroby serca i układu krążenia. Zainicjowano kampanie uświadamiające ludziom, jak szkodliwy jest nadmiar soli, cukru czy tłuszczu w codziennej diecie.
Jak jeść? Jak się odchudzić? Jak się ubierać? Jak się odmłodzić? Jak zaoszczędzić?
Podczas gdy inne narody europejskie być może oglądają wieczorem hollywoodzkie hity i typowe programy rozrywkowe, Brytyjczycy coraz częściej otrzymują odpowiedzi na powyższe pytania, udzielane – nierzadko w szokujący sposób – przez specjalistów łączących w sobie ciepło zatroskanego o czyjeś zdrowie przyjaciela i bezkompromisowość surowej guwernantki.
Wspomniany program ‘Jak żyć dłużej?’ nadawany jest zaraz po dziewiątej rano, czyli w czasie, gdy może liczyć na widownie złożona głownie z ludzi starszych, gospodyń domowych, lub ewentualnie tych, którzy do pracy jeszcze nie wyszli i – być może – smażą sobie właśnie typowe angielskie śniadanie: bekon, kiełbaski, jajko sadzone, fasolka w sosie pomidorowym i smażony pomidor (jedyny przedstawiciel zieleniny w tym zestawie). Ci z kolei, którzy zasiadają przed telewizorem wieczorem, po pracy, z dużym prawdopodobieństwem będą oglądali telewizje, nierzadko jedząc gotowe potrawy z mikrofalówki. Problem z angielskim smażonym śniadaniem i angielską kolacją z mikrofalówki jest jeden. Są one niezdrowe. Stad wysyp i popularność programów poradnikowych poświęconych zdrowemu stylowi życia. Jednak coraz częściej okazuje się, że programy te ukazują inne, znacznie bardziej mroczne zakamarki naszej duszy.
Telewizor z kozetką
Wydaje się, że ta ‘nowa fala’ programów ‘poradnikowych’ zatraciła niewinność, czy nawet frywolność swych odpowiedników sprzed paru lat. Stały się one połączeniem programu rozrywkowego z poradnikowym i – w większości przypadków – z kozetką psychoterapeuty. Bo, jak często można się z nich przekonać, to, że jemy dużo i niezdrowo, zadłużamy się po uszy i nie mamy pojęcia jak się ubrać to rezultat głęboko skrywanych problemów.
Wieczornym odpowiednikiem ‘Jak żyć dłużej?’ jest pokazywany przez Channel 4 ‘You are what you eat’, co w wolnym tłumaczeniu oznacza mniej więcej tyle, co ‘Wyglądasz tak jak się odżywiasz’. Kontrowersyjna (głównie ze względu na kwestionowane jakiś czas temu przez prasę ‘medyczne’ wykształcenie oraz zamiłowanie do – dosłownie – grzebania w odchodach) i bezpośrednia Gillian McKeith stosuje szokujące metody, by przekonać swe ‘ofiary’, iż praktycznie zajadają się na śmierć. I często nie chodzi tu jedynie o ilość, ale przede wszystkim jakość i częstotliwość spożywanej żywności.
Skonfrontowani z olbrzymim stołem zastawionym po brzegi tłustym, pełnym kalorii jedzeniem, jakie znalazło się w ich żołądkach w minionym tygodniu, zszokowani uczestnicy programu często załamują się i na oczach widzów zaczynają płakać i – nierzadko – w mniej czy bardziej otwarty sposób mówią o problemach, które doprowadziły do takiej sytuacji, kiedy już nie liczy się zdrowie, wygląd, czy dobre samopoczucie.
Koniec tabu
Takie zachowania Brytyjczyków to praktycznie do niedawna mało znane zjawisko. Publiczne okazywanie emocji przestało być tabu po śmierci i pogrzebie Księżnej Diany. Wtedy to telewizja i prasa nie tylko powszechnie pokazywały płaczących Brytyjczyków, ale też z czasem zaczęły głośno zastanawiać się nad tym wówczas nowym fenomenem. Co innego bowiem głośne zachowania pijanych Brytyjek w hiszpańskich kurortach nad Morzem Śródziemnym, co innego publiczne walki pseudokibiców, a zupełnie co innego przyznanie się ze łzami w oczach przed milionami widzów do swej otyłości spowodowanej nadmiernym jedzeniem w związku rozwodem, utratą pracy, czy zdradą. W kraju, gdzie mantrą dla wielu osób jest: ‘nie wolno mi narzekać’ i gdzie tradycyjnie nie prało się prywatnych ‘brudów’ publicznie, emocjonalny ekshibicjonizm zyskał w ostatnich latach przychylność widowni i mediów.
Te ostatnie prześcigają się w znajdywaniu kolejnych kandydatów do publicznego nawrócenia się i jednoczesnego otwarcia duszy przed telewidzami. Stąd między innymi duża popularność programów takich ‘What not to wear’ (‘Jak się nie ubierać’), gdzie dwie młode i eleganckie prezenterki przemieniają zaniedbane i źle ubrane kobiety – rzadziej mężczyzn – w eleganckie, pełne wdzięku i uśmiechnięte istoty. Często, co nie zdarzało się jeszcze kilka lat temu, a nawet nie we wcześniejszych seriach tego programu, jego goście tłumacząc, dlaczego ubierają się tak a nie inaczej, zaczynają wylewać nie tylko łzy, ale także zawartość duszy, często poturbowanej, zniszczonej, zagubionej.
Nie inaczej jest z tymi, którzy nie potrafią utrzymać porządku w domu, a którym pomagają dwie nie znoszące sprzeciwu prezenterki innego programu Channel 4, ‘How clean is your house?’ (‘Jak czysto masz w domu?’). Często okazuje się, że zawalone brudnym praniem pokoje, od lat nie zmywane naczynia, czy czarne od brudu firanki i grzyb na oknach to nie wynik zwykłego niechlujstwa, ale mniej czy bardziej poważnych problemów natury psychologicznej. Tu łzy pojawiają się przy wyznaniach dotyczących wydarzeń, które mogły spowodować zupełny brak zainteresowania domowym otoczeniem, wyłączenie się z życia, czy nawet myśli samobójcze. Ale też często łzy pojawiają się wówczas, gdy właściciele do niedawna zaniedbanego domu powracają do niego po tym, jak ekipa programu pieczołowicie wyczyściła wszystkie zakamarki. I nie jest to jedynie wyraz ulgi, że sami nie będą musieli sprzątać, ale są to łzy świadczące o tym, że być może nastąpił jakiś przełom, że być może program ten pomógł im - kosztem publicznej emocjonalnej ekshibicji - w jakimś stopniu wyjść z bagna, w którym tkwili.
Stąd nic dziwnego, że chętnych do tego typu programów nie brak, a i samych programów – łączących w sobie element rozrywki, psychoanalizy i poradnika domowego – powstaje w Wielkiej Brytanii coraz więcej.
Nadchodzi jednak moment przesycenia i już pojawiają się głosy twierdzące, iż format taki się przejadł. Być może. Tak w końcu dzieje się z większością mód i nowych formatów telewizyjnych. Faktem pozostaje jednak to, iż Brytyjczycy na przestrzeni ostatnich kilku lat zmienili w zauważalny sposób swe podejście do emocji. Otwarte mówienie o swych problemach, przyznanie się do wad, błędów, a przede wszystkim publiczne wylewanie łez nie stanie się może jeszcze w najbliższych latach powszechne, ale na pewno stało się już bardziej akceptowalne. Czy – jak sądzą niektórzy – jest to też wynik liberalnych rządów Laburzystów, mogłoby stać się jasne wyłącznie wtedy, gdyby do władzy powrócił ktoś na miarę Margaret Thatcher, która twierdziła, że ‘noszenie serca na rękawie to niezbyt dobry plan’…






