Udało mi się wreszcie z lekkim opóźnieniem dokończyć lekturę fascynującej – jak zawsze – analizy wszystkiego co związane z szeroko pojmowaną rewolucją Web 2.0, przeprowadzonej w ostatnim numerze przez tygodnik The Economist.
Autorzy raportu przyjrzeli się wszystkim trendom, które obecnie dominują w komunikacji multimedialnej – blogom, podcastom, wszelkim narzędziom typu wiki – a także próbują odpowiedzieć na pytanie, czy zawartość tworzona przez użytkowników (user-generated content) może zagrozić przyszłości tradycyjnych mediów. I czym tak naprawdę są w chwili obecnej firmy medialne?
(Destrukcyjna) Siła rewolucji
Poza ciekawymi przykładami siły nowego zjawiska zwanego powszechnie Web 2.0 (m.in. reakcja niemieckich bloggerów na nieudaną kampanię reklamową ‘Jesteście Niemcami, czy popularność podcastów) i przykładami nieudanych prób otwartej edycji stron internetowych przez czytelników (zakończonych ‘wandalizmem’ na stronach Los Angeles Times), czy fałszowania wpisów w Wikipedii, są tam co najmniej dwie ciekawe rzeczy. Rzeczy, które powinny przekonać przede wszystkim tych, którzy czują się zagrożeni rozwojem blogów, ‘dziennikarstwem obywatelskim’, czy łatwością tworzenia podcastów.
Zacznijmy od blogów. Podtytuł jednego z artykułów to
Blogowanie to inne słowo na konwersacje
Innymi słowy, blogi nie stanowią zagrożenia dla prasy, dla dziennikarzy, a jedynie mogą prasę wzbogacić, a dziennikarzom ułatwić pracę.
Czytając ‘Economista’ po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że tradycyjne media mogą z powodzeniem działać razem z nowymi mediami, pod warunkiem jednak, że wykorzystają zalety tych ostatnich i umiejętnie z nimi współpracują.
Inna sprawa to podcasty. ‘The Economist’ twierdzi, że podcasty nie zabiją radia, a jedynie je zmienią. Gazeta słusznie zauważa, że podcasty spełniają zupełnie inną rolę i nie są w stanie zastąpić na przykład wiadomości z ostatniej chwili, czy rozmów ze słuchaczami na żywo.
Sam w swojej pracy spotkałem się z pytaniem, czy na przykład dzienniki radiowe powinny być udostępniane w formie podcastów. Pewnie gdzieś ktoś by się skusił na ściągnięcie na swego iPoda takiego podcastu, ale czy w takim przypadku skórka jest warta wyprawki? Ile osób chce słuchać starych wiadomości?
Inną kwestią – nie wspomnianą w artykule – jest kwestia praw autorskich. Czy robić tylko podcasty ‘mówione’, czy – jak to robi BBC w przypadku popularnej porannej audycji Chrisa Moyles’a w Radio1 – wycinać muzykę, a ze zlepków słownych robić ‘the best of’?
Zatem radio będzie miało się nadal dobrze, musi tylko – podobnie jak prasa i inne tradycyjne media – znaleźć odpowiednią formułę ‘współpracy’ z tym, co nowe.
Medialne targowisko
Na zakończenie jeszcze cytat z ‘Economista’ dotyczący firm medialnych. Czym są one i czym będą w tej nowej rzeczywistości medialnej?
Tygodnik cytuje analityków PricewatehouseCoopers, Vinoda Baya i Johna du Pre Gauntt’a, których zdaniem firmy medialne, które chcą odnieść sukces, staną się
targami, które pozwolą konsumentom poszukiwać, przeszukiwać, dzielić się i konfigurować swe doświadczenia medialne.
Ważna jest też personalizacja usług i znajomość aktywności konsumentów, która będzie wykorzystana do bardziej intymnej interakcji z użytkownikiem.
Czy ‘Economist’ jest zbytnim optymistą? Moim zdaniem nie.






